Antalya, Wieża Zegarowa na Kaleici

Turcja w czasie koronawirusa

W czasie mojej pierwszej od wybuchu pandemii koronawirusa podróży do Turcji, bezpośrednie połączenia lotnicze z Polski do Turcji były zakazane, dlatego byłam zmuszona lecieć z Niemiec. Wybrałam bezpośredni rejs z Berlina Tegel do Antalyi linią Sunexpress.

Przelot do Turcji

Mimo że samo lotnisko Tegel zawsze było kiepskim miejscem na rozpoczęcie podróży czy przesiadki, to z powodu pandemii spodziewałam się tam niemieckiego porządku. Zamiast tego zobaczyłam wszechobecny bałagan, osoby odprowadzające kręcące się po terminalu mimo sprawdzania kart pokładowych przy wejściu i kolejki nie wiadomo dokąd. Boarding odbywał się autobusami i tu zauważyłam jedyny plus – zamiast upychania wszystkich do jednego pojazdu, przewożono po ok. 20 osób.

Samolot był pełny. Przy wejściu załoga rozdawała chusteczki antybakteryjne, ale poza tym wszystko, łącznie ze sprzedażą posiłków i artykułów duty free, odbywało się normalnie. Pasażerowie chyba ograniczyli chodzenie po pokładzie i wizyty w toalecie. W trakcie lotu rozdano karty lokalizacyjne do wypełnienia, które trzeba było oddać przy kontroli granicznej. Po wylądowaniu poproszono pasażerów o pozostanie na miejscach i opuszczanie samolotu rzędami. O dziwo, dostosowali się do tego nawet Turcy.

W terminalu nie było dodatkowych kontroli stanu zdrowia czy temperatury. Samo lotnisko sprawiało przygnębiający widok, jak kilka lat temu, gdy z powodu puczu i zamachów ruch lotniczy do Turcji zamarł.

Antalya w czasie pandemii

Życie w mieście toczy się prawie normalnie. W środkach transportu publicznego obowiązuje noszenie maseczek. W odróżnieniu od Polski przestrzegają tego wszyscy i w całym autobusie trafiały się tylko 1-2 osoby z odsłoniętym nosem. Jak zwykle do autobusu wchodzi się drzwiami przy kierowcy, którego jedyną ochroną jest maseczka, ponieważ nie zainstalowano dodatkowych przesłon. W autobusach nie ma tłoku.

Maseczki trzeba nosić w sklepach i jest to egzekwowane w sieciówkach, ale w prywatnych punktach już niekoniecznie. Nie przestrzegają tego nawet sprzedawcy. W centrach handlowych, oprócz typowej kontroli bezpieczeństwa (bramki do wykrywania metalu i skanery bagażu), obsługa mierzy wchodzącym temperaturę. Pomiar bywa też prowadzony (nie zawsze) w kawiarniach sieci Starbucks. W sklepach i restauracjach dostępne są płyny do dezynfekcji rąk.

W restauracjach kelnerzy noszą maseczki. Wybór potraw jest prawie taki jak zawsze. Jedyną pozycją, której nie mogłam dostać z powodu pandemii, był yayık ayran, czyli ayran wytwarzany na miejscu w restauracji. Pisałam o nim w artykule Subiektywny przewodnik po kuchni tureckiej.

Stare miasto w Antalyi, sklepy i restauracje dla turystów są wyludnione jak poza sezonem. Ale po okolicznych ulicach centrum chodzi sporo mieszkańców. Publiczna plaża jest pełna ludzi, oprócz Turków słychać głównie Rosjan, którzy stanowią duży odsetek mieszkańców miasta. Ludzie urządzają pikniki w parkach i przesiadują w kawiarniach. Osiedlowy targ organizowany raz w tygodniu był pełny kupujących i mało kto nosił maseczkę.

Z powodu koronawirusa nie działa Eye of Antalya, drugie największe koło młyńskie w Europie.

Po wcześniejszych gwałtownych wzrostach, ceny rękawiczek, maseczek i płynów do dezynfekcji wróciły do normalności. W Turcji powszechnie używa się wody kolońskiej, najczęściej o zapachu cytrynowym i zawartości 80% alkoholu. 400 ml takiej wody można bez problemu kupić za średnio 14 lir (8 zł), 50 szt. rękawiczek lateksowych kosztuje 15-20 lir, 10 szt. nitrylowych – 7 lir.

Lot powrotny do Europy

Wylot z Antalyi do Niemiec również odbywał się normalnie. Przed pierwszą kontrolą bezpieczeństwa przy wejściu do terminala pasażerowie wpuszczani są pojedynczo, prawdopodobnie znajduje się tam kamera mierząca temperaturę. W hali odlotów niektóre miejsca siedzące zasłonięto taśmą w celu zachowania dystansu. Również tu autobusy przewożące pasażerów do samolotu zabierały znacznie mniej osób niż normalnie.

W rejsie powrotnym do Berlina nie rozdawano kart lokalizacyjnych. Samolot był zapełniony mniej niż w połowie. De-boarding miał się odbywać rzędami, ale nie było to już tak skrupulatnie egzekwowane jak w trakcie lotu do Turcji.

Sun Moon Lake

Sun Moon Lake: największe jezioro Tajwanu

Sun Moon Lake jest największym zbiornikiem wodnym na Tajwanie. Jezioro leży 60 km na południowy wschód od Taichung i 100 km na północ od Alishan. Zajmuje powierzchnię prawie 8 km2 i osiąga głębokość 27 m. Ze względu na malownicze położenie pośród gór, na wysokości 748 m n.p.m., jest jedną z głównych atrakcji turystycznych wyspy, obok Parku Narodowego Taroko i lasu Alishan. Nazwa Sun Moon bierze się od kształtu jeziora, które nieco przypomina połączone słońce i księżyc. 

Dojazd

Z Alishan

Nasza droga nad jezioro Sun Moon wiodła z lasu Alishan. Krętą trasą kursują niewielkie autobusy, zabierające kilkunastu pasażerów. Jeżdżą dwa razy dziennie, o 13:00 i 14:00, a przejazd zajmuje 3,5 godziny.

Bilety można rezerwować od miesiąca do trzech dni przed podróżą i warto to zrobić jak najwcześniej. W tym celu trzeba wypełnić formularz ze strony przewoźnika Yuanlin Bus i wysłać go na oba podane w formularzu adresy mailowe w formacie pdf. To ważne, bo gdy wysłałam formularz w oryginalnym formacie docx, dostałam odpowiedź, że nie mogą go odczytać. Mimo że w mailu napisałam, że mówię tylko po angielsku, odpowiedź z potwierdzeniem rezerwacji otrzymałam po chińsku. Wbrew informacjom z internetu, w mailu zwrotnym napisane jest, że rezerwacji nie trzeba już potwierdzać telefonicznie i to samo powiedziano mi na dworcu autobusowym. Na pół godziny przed wyjazdem trzeba opłacić bilety w sklepie 7-Eleven na dworcu w Alishan. Koszt przejazdu to 337 NTD.

Przed podróżą czytałam, że w autobusach nie ma miejsca na walizki. Jednak dysponują one bagażnikiem z tyłu, w którym zmieściły się bagaże wszystkich pasażerów.

Z Taichung

Między Taichung a Sun Moon Lake średnio 2 razy na godzinę jeździ Tourist Shuttle Bus A. Biletów się nie rezerwuje, można płacić Easycard, a kosztują 193 NTD (360 NTD w dwie strony). 

Transport na miejscu

Nad jeziorem Sun Moon leżą dwie miejscowości: Shuishe i Ita Thao. W większym, Shuishe, zatrzymują się autobusy międzymiastowe.

Wokół jeziora kursuje autobus 6669. Rozkład jazdy znajduje się na stronie Nan Tou Bus, a bilet całodniowy kosztuje 80 NTD.

Na jeziorze są trzy przystanie: w Shuishe, Ita Thao i przy świątyni Xanguang, między którymi co pół godziny kursują elektryczne stateczki. W kasach na przystaniach bilety kosztują 300 NTD. W hotelu kupiłyśmy bilet promocyjny za 100 NTD, umożliwiający podróże statkami bez ograniczeń przez dobę. Takie bilety oferują także serwisy Klook i KKday.

W kasie na dworcu autobusowym w Shuishe oraz  m.in. w Taichung można kupić różne karty Sun Moon Lake Pass, obejmujące przejazdy do i wokół jeziora, rejsy łodziami, przejazd koleją gondolową itp. Szczegóły na stronie Nan Tou Bus.

Zakwaterowanie

W obu miejscowościach jest duży wybór miejsc noclegowych, stosunkowo drogich, z powodu popularności miejsca. My zatrzymałyśmy się w Cherry Feast Resort w Ita Thao. Był to najlepszy hotel, w jakim nocowałyśmy na Tajwanie. Oferuje duże, luksusowo wyposażone pokoje z wielkimi łazienkami. Brakuje tylko ogrzewania (jest klimatyzacja), ale po naszej uwadze, że jest zimno, dostałyśmy przenośny ogrzewacz. Z tarasu na dachu hotelu rozciąga się widok na jezioro i okoliczne zielone wzgórza. Byłyśmy jedynymi gośćmi w hotelu, dlatego przygotowano nam europejskie śniadanie w postaci kanapek klubowych z dodatkami.

Jezioro

Nad jeziorem Sun Moon nie ma plaż i obowiązuje zakaz kąpieli, z wyjątkiem letnich zawodów pływackich na trasie z Shuishe do Ita Thao. Jezioro można obejść lub objechać rowerem. Wzdłuż brzegu zbudowano deptak, ale jego fragment przy świątyni Wenwu był zamknięty z powodu remontu. Na wodzie stworzono dla ptaków małe wysepki porośnięte roślinnością.

Ita Thao

Ita Thao jest znacznie mniejsze od Shuishe, poza hotelami i przystanią są tam sklepy z pamiątkami, nocny market i scena, gdzie odbywają się pokazy plemienia Thao. Aborygeńskie plemię Thao to rdzenni mieszkańcy tego terenu. Pokazy tańców odbywają się codziennie z wyjątkiem środy na scenie przy przystani. Nocny market i okoliczne restauracje oferują spory wybór posiłków, także specjałów aborygeńskich. W sklepach z pamiątkami znalazłyśmy przeróżne ręcznie robione figurki sów, zajmujących szczególne miejsce w kulturze Thao.

Kolej gondolowa

Na wzgórzu ponad Ita Thao mieści się centrum kulturowe Formosan Aboriginal Culture Village. Można do niego dotrzeć kolejką gondolową, która jest jedną z głównych atrakcji okolicy. Przejazd w obie strony kosztuje 300 NTD. Przy zakupie biletu do centrum kulturowego (850 NTD), przejazd jest darmowy.

Ci'en Pagoda

Niedaleko Ita Thao, na wysokim na 954 m wzgórzu stoi Ci En Pagoda, dobrze widoczna z jeziora. Ma 46 m wysokości, co łącznie daje 1000 m n.p.m. Została zamówiona przez byłego prezydenta Czang Kai-sheka dla jego zmarłej matki w 1971 roku. Ze szczytu rozpościera się panoramiczny widok na jezioro Sun Moon i okoliczne góry.

Świątynia Wenwu

Dawniej nad Sun Moon Lake znajdowały się dwie świątynie, ale w 1919 roku japońscy kolonizatorzy postanowili zbudować projekt hydroenergetyczny, który spowodował podniesienie poziomu wody w jeziorze. Obie świątynie zostały przeniesione i połączone w jedną  – świątynię Wenwu.

Do świątyni Wenwu można dostać się znad tafli jeziora po 366 stopniach schodów symbolizujących dni roku i ozdobionych kurantami wiatrowymi, nazywanych schodami do nieba. Do czasu wybudowania szosy wokół jeziora, przepłynięcie łodzią do molo pod świątynią, a następnie wspinaczka po schodach stanowiły jedyną możliwość dotarcia do niej. Z powodu remontu fragmentu deptaka nad wodą, w czasie naszego pobytu schody były niedostępne. Normalnie odwiedzający najpierw udają się do świątyni Wenwu i kupują kuranty wiatrowe dla swojego konkretnego zwierzęcia chińskiego zodiaku, a następnie okadzają dymem z kadzideł. Potem piszą swoje imiona wraz z życzeniami i idą na schody, aby zawiesić kuranty obok stopni symbolizujących dzień ich urodzin.

Po dwóch stronach placu przed świątynią stoją kamienne posągi lwów – stróżów.

Budynek w stylu pałaców północnych Chin jest podzielony na trzy sale. Czci się tu m. in. bogów bogactwa, literatury i wojny. Usytuowana z tyłu Sala Wielkich Osiągnięć poświęcona jest Konfucjuszowi i czterem świętym. Jest to jedyna Świątynia Konfucjusza na Tajwanie, której środkowe drzwi są zawsze otwarte. Spiżowa statua siedzącego Konfucjusza czyni ją również jedyną, która zawiera wizerunek mędrca.

Za budynkami znajduje się ozdobiony kolumnami i płaskorzeźbami taras, z którego można podziwiać wspaniały widok na jezioro. Poniżej mieści się rzeźbiona fontanna, do której odwiedzający wrzucają monety.

Podczas naszego pobytu nad Tajwan nadciągnął monsun, który trochę popsuł widoki. Na szczęście na kilka godzin rano otworzyło się okno pogodowe, co pozwoliło nam obejrzeć jezioro z tarasu hotelu, przepłynąć statkiem do Shuishe, przespacerować deptakiem wzdłuż jeziora i obejrzeć świątynię Wenwu. Miejscem, którego nie odwiedziłyśmy, była pagoda Ci’en. 

Ze świątyni wróciłyśmy autobusem do hotelu, a stamtąd statkiem do Shuishe, gdzie wsiadłyśmy do autobusu do Taichung. Jak wszędzie na Tajwanie, do wejścia stoi się w kolejce, a kierowca nie pomaga przy ładowaniu bagaży do luku. Po około półtorej godzinie wysiadłyśmy przy dworcu kolejowym w centrum Taichung, ostatniego miasta na naszej trasie wokół Tajwanu.